STRONA GŁÓWNA


BLOG

>> refleksje itp.<<


Matura zbliża się wielkimi krokami, a co za tym idzie – koniec beztroskiego zdawało by się życia licealistki. Więc zrobię takie małe podsumowanie tego, co się działo w moim sercu i myślach przez te ostatnie trzy lata.

Szkoła... w tym temacie to ciężko, bo dalej się uczę samodyscypliny i koncentracji. Dobrze, że chociaż już wiem, że muszę zacząć się uczyć i powoli zaczynam to robić. Matura. I co dalej? Pewnie studia. Jakie? To się okaże. Medycyna, psychologia, anglistyka? Nie mam nic przeciwko. Jednak biorąc pod uwagę zaległości jakich sobie narobiłam, to w najlepszym przypadku skończy się na psychologii. Ale tam z kolei kandydatów będzie od groma i jeszcze trochę. Więc oby chociaż anglistyka wypaliła... w bolesny sposób przez te 3 lata się przekonałam, że nie wystarczy tylko słuchać na lekcji żeby mieć przynajmniej 4, tak jak to było w gimnazjum. Taką durną historię to mogę sama czytać w domu i milion razy, a i tak na sprawdzianie dostanę marne 3. Z matmy tez geniuszem siebie nazwać nie mogę. Nienawidzę tego przedmiotu, mam do niego wrodzoną niechęć, która tylko nasila się z roku na rok. Czasem jak mi zależy na tym, żeby podłapać lepszą ocenę, to pójdę na korki i mi metoda łopatologiczną ktoś włoży wiedzę do głowy i 4 a czasem nawet 5 jest. Ale nawet jakbym miała cały czas się douczać to 4 na koniec semestru czy roku raczej nie będzie.

W sferze przyjaźni trochę się działo. Zarówno dobrego jak i złego. Pewne sprawy się wyjaśniły, pewne się nasiliły. Wiem teraz kto jest prawdziwym przyjacielem, kto tylko znajomym, a komu nie warto nawet rzucić spojrzenia. Wszystkich najbliższych, których kiedykolwiek zraniłam – przepraszam z całego serca. Wrogom napisałabym cos dosadniejszego, ale miejsca w notce szkoda...

Facetów trochę było. O ile o żadnym nie zapomniałam, to tak ok. 17, co daje trochę ponad 5 na rok. Sporo? Może. Ktoś mnie nazwie szmatą albo dziwką? To jest w dużym błędzie, bo pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia. Ja jednak z perspektywy czasu nie narzekam, bo wiele się nauczyłam. Wiem, gdzie jest ta granica zaufania, której się nie przekracza, jak dojść do kompromisu, kiedy lepiej wszystko zakończyć oraz wiele innych rzeczy. Stało się dużo rzeczy – i tych dobrych i tych mniej ciekawych. Jednak każde doświadczenie dało mi jakieś korzyści – czy to w postaci miłych wspomnień, które do tej pory wywołują na mojej twarzy uśmiech, czy też nauczyło mnie jakich błędów więcej nie popełniać.
Z natury jestem kochliwa i jak mi ktoś wpadnie w oko to nie umiem obojętnie nad tym przejść do porządku dziennego. Ale powoli uczę się dystansować od takich spraw. Czy tym razem wyjdzie – tego nie wiem. Czas pokaże. Charakter polubiłam, „opakowanie” tym bardziej (kto miał widzieć i wiedzieć, ten widział i wie ;) ). Może chwilami zbyt impulsywnie podchodzę do sprawy, ale staram się nad tym pracować. Nie wiem tylko czemu teraz jak jeszcze nigdy, COŚ mi mówi, że to ten... To co się dzieje w moich snach, coraz bardziej zaczyna do siebie upodabniać to co się dzieje na jawie. Może za jakiś czas spełni się to o czym coraz intensywniej zaczynam marzyć?

2006-02-19 16:16:55 skomentuj (6)